Msza pogrzebowa odbyła się w kaplicy cmentarnej, do której mogli wejść członkowie rodziny i zaproszone osoby, w tym delegacja szkoły ze sztandarem.

Podczas pogrzebu bliscy Kristiny odczytali poruszający list napisany przez mamę dziewczynki. Kobieta wspominała ciążę i życie swojej córki.

Kochana córeczko. Myślałam, że będę to mogła ci powiedzieć osobiście, jednak twoje życie zakończyło się tak szybko. Od samego poczęcia byłaś dla mnie darem; błogosławieństwem, cudem, nadzieją, skarbem, wyzwaniem. Sprawdzianem wiary i wytrwania w modlitwie.

Miesiąc po twoim poczęciu okazało się, że prawdopodobnie nigdy się nie urodzisz, a i moje życie również może się zakończyć. Diagnoza była okrutna: nowotwór jajnika. Od tej chwili żyłam strachem, że cię utracę. Gdyby nie ciąża i pierwsze USG, nigdy nie dowiedziałabym się o chorobie. Uratowałaś mi życie. Dziękuję.

Później moja walka o twoje życie: modlitwa, wsparcie rodziny i przyjaciół. Operacja usunięcia nowotworu podczas ciąży i opieka wspaniałych lekarzy uratowały twoje życie

Mama Kristiny opowiedziała w liście do córki o specjalnym pamiętniku. Zaczęła pisać go jeszcze w czasie ciąży. Planowała dać go Kristinie na 18 urodziny:

Przeszłyśmy razem wiele, dlatego nasza więź była bardzo silna od samego początku. W siódmym miesiącu ciąży zaczęłam pisać dla Ciebie pamiętnik, który planowałam ci podarować na 18 urodziny. Nie doczekałaś tego momentu.

Twoje życie zakończyło się brutalnie, na cztery dni przed twoimi 10 urodzinami. I rok po twojej pierwszej komunii świętej. Wtedy, będąc w ciąży, wybrałam ci dwa cytaty. Były mottem twojego życia. Oto one:

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat poświęciłem Cię”

„Bo góry mogą ustąpić i pagórki mogą się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od Ciebie”

Chcę przeczytać kilka słów z tego pamiętnika, bo wiem, że mnie teraz słyszysz: Kochana córeczko, od dawna chciałam zacząć pisać do ciebie, o tobie. Dzisiaj poczułam, że to ten czas. Może to magia Wielkiej Nocy – dzisiaj czwartek, 9 kwiecień 2009 roku – i my, nasza mała rodzinka, musieliśmy, tak jak Jezus przejść od radości twojego poczęcia, nowego życia pod moim sercem, poprzez lęk, trwogę o utratę ciebie, do momentu światła, nadziei, radości, pokoju, jak przy zmartwychwstaniu. Teraz jesteś już taka duża i ciągle rośniesz pod moim sercem. Bardzo zrobiłaś się aktywna. Cały czas w ruchu. Pewnie niecierpliwa i ciekawa życia, jak ja. Albo poszukujesz nowych instrumentów muzycznych, jak tata. A może tęsknisz już za górami i wspinaczką, jak tata i mama. A może nas zupełnie zaskoczysz i będziesz całkowicie inna. Już teraz jesteś indywidualnością; jedyną i niepowtarzalną. I to jest piękne. Nie myliłam się zbyt dużo. Byłaś ciekawa i wszystkiego chciałaś spróbować i doświadczyć

W zakończeniu listu do córki, mama Kristiny podkreśliła, że chce koncentrować się na miłości, którą darzyła córkę, a nie na nienawiści:

Tak samo jak pamięć o tobie. Zostanie z nami na zawsze. Wierzę, że w miejscu, w którym teraz jesteś, jest ci dobrze. W prawdziwej miłości nie ma lęku. Ja i twoi najbliżsi nie chcemy koncentrować się na nienawiści. Miłość jest silniejsza od śmierci. Wierzę, że Bóg może wyprowadzić dobro nawet z największego zła. Z nami pozostaną też słowa poezji księdza Twardowskiego, które cię tak poruszały. Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Odpoczywaj w pokoju aniołku. Kocham cię. Na zawsze twoja mama

Źródło: fakt.pl, niezalezna.pl