Nie wiadomo, jak długo była uwięziona. Na to, by samodzielnie wydostać się z ciemnicy, nie miała żadnych szans, toteż ze strachu i bezradności wydawała piskliwe dźwięki, a jej płacz niósł się po okolicy. Usłyszał go spacerowicz i zaalarmował strażaków. – Sarenka była wylękniona i niespokojna. Spuściliśmy do studzienki węże strażackie i czekaliśmy, aż znajdą się pod jej podbrzuszem i będzie ją można wyciągnąć. Trzeba było bardzo uważać, bo wierzgała kopytkami – relacjonuje Mirosław Gruchot ze straży pożarnej w Wałczu. Na szczęście sarence nic się nie stało i po zbadaniu przez weterynarza czmychnęła do lasu.