Po kilku tygodniach życia w zamknięciu Justyna wróciła do normalnej rzeczywistości. Zaczęła od ogarnięcia Instagrama, gdzie fani z utęsknieniem czekali na pierwszą relację po wyjściu z "Big Brothera". Juszes zaserwowała im prawdziwy maraton na InstaStory. Przede wszystkim zaprzeczyła pojawiającym się komentarzom, że to przez Pawła zdecydowała się opuścić program.

Jest wręcz odwrotnie. Paweł jest jedynym powodem, dla którego byłam w tym programie przetrwać dodatkowy tydzień - wyjaśnia.

Miałam dużo trudnych chwil i załamań, kilka razy byłam o włos od wyjścia. Dzień przed przyjściem Pawła było już blisko, żebym ten program opuściła. Tylko przez to, że pojawił się Paweł miałam siłę żeby jakimś cudem, ostatkiem sił, wytrzymać jeszcze jeden tydzień. Dłużej nie dałabym rady - mówi.

Weganka jest załamana ogromem hejtu i insynuacji na temat jej rzekomo toksycznej relacji z Pawłem.

Jestem w szoku, jak można ludziom wykręć afery totalnie z d*py, jakieś komentarze o toksyczności w związku. Paweł nigdy by mnie nie skrzywdził. Myślę, że widać po mnie, że jestem osobą inteligentną i samoświadomą i w życiu nie byłabym w takiej relacji. Mój stan emocjonalny pod koniec programu był spowodowany tak naprawdę wszystkim innym poza Pawłem - przekonuje.

Apeluję o wyrozumiałość, bo bycie tam było dla mnie ogromnie trudne, ale wyobraźcie sobie jak trudne było dla Pawła, bo oglądał wszystko, ale nie mógł mi nic powiedzieć. Nic dziwnego, że nie zachowywał się naturalnie. Nie mogłam się doczekać, żeby odzyskać mojego prawdziwego chłopaka. 

Gdy Justyna obejrzała powtórki "Big Brothera" nagle zrozumiała, skąd wzięło się tyle insynuacji i dziwnych wniosków na temat jej związku z Pawłem. Blogerka nie mogła wyjść ze zdumienia, jak prawdziwe życie w domu Wielkiego Brata różni się od tego, co pokazywano w telewizji.

Chyba zaczyna rozumieć, czemu niektórzy ludzie nie wiedzą, co tak naprawdę dzieje się w domu Wielkiego Brata, bo trudno jest pokazać jeden dzień w tak krótkim materiale. TO JEST TAK POCIĘTE! - pękała z szoku.

To jest jakiś KOSMOS! Nie dziwię, że że niektórzy piszą dziwne komentarze, bo jak teraz widzę na ekranie, jak w kamerach wyglądają nie które sytuacje, wypowiedzi i my wszyscy... Aż boję się oglądać wcześniejsze odcinki! 

Na koniec zapewniła, że mimo trudnych chwil, pobyt w programie wspomina całkiem miło. Najlepsze jednak jest to, jak ocenia ekipę z domu Wielkiego Brata!

Ja jestem otwartą książką, nie mam sobie nic do zarzucenia, nie zrobiłam w tym programie nic złego. Na tyle na ile mogłam, to trzymałam poziom, nawet w chwilach, gdy było mi trudno. 

Nie uważam, że w tym programie zostali samo źli ludzie. Uważam, że to są fajni ludzie, inteligentni ciekawi, tylko... w tym programie stracili gdzieś swoją indywidualność i przez to przestali mi pasować jako grupa. Z każdym z osobna były ciekawe rozmowy, tylko z grupą stało się coś niedobrego... - oceniła.

Na koniec zdradziła widzom, że to ona była osobą, która podrzucała wegejajka.