- Myślałam, że zginę - mówiła Turia Pitt w rozmowie z dziennikarzami. Przez dwa lata nosiła maskę, którą zakrywała twarz. Bała się opinii innych.

Turia Pitt od zawsze prowadziła aktywny tryb życia. W 2011 roku wystartowała w Australii w biegu na 100 kilometrów. Niestety na trasie wybuchł pożar lasu. Wielu uczestników doznało ciężkich obrażeń. 24-latka trafiła do szpitala z poparzeniami 65 proc. ciała. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie.

Długo walczyła w szpitalu. Udało jej się wygrać życie, jednak jej twarz już zawsze będzie pokryta bliznami. Przez dwa lata Turia żyła w masce, ukrywając twarz przed światem. Nie miała na tyle odwagi, aby to zmienić i podzielić się z obcymi ludźmi swoim wyglądem. W wyjściu z depresji pomógł jej kochający mężczyzna.


We tolerate each other... ????❤️

Post udostępniony przez  Turia (@turiapitt)

Dzięki temu, że on w nią tak wierzył, sama Turia zyskała pewność siebie. - Kiedy patrzę w lustro, widzę piękną dziewczynę, którą widzi Michael, ponieważ tak jak on wiem, że piękno pochodzi z wnętrza, a tak naprawdę liczy się to, kim jesteśmy, a nie jak wyglądamy – powiedziała w jednym z licznych wywiadów.

Podczas jednego z nagrań dla lokalnej telewizji Turia zebrała się na odwagę i ściągnęła maskę. Od tej chwili stara się przezwyciężać swoje słabości i została mówcą motywacyjnym, pomagającym osobom, które tak jak ona doświadczyły piekła oszpecenia i bólu. Michael cały czas był u jej boku i dumnie towarzyszył w każdej podróży.

Na początku 2017 roku para ogłosiła, że spodziewa się dziecka. To było ich największe marzenie. Dziś Turia jest szczęśliwą żoną, która do ołtarza poszła w pięknej białej sukni i mamą maleńkiego Hakavaia.

Jej przykład podkreśla, że miłość przezwycięży wszystkie przeszkody, a w oczach zakochanego mężczyzny każda z nas jest najpiękniejsza na świecie. Niezależnie od tego, co nas spotkało.